24.08.2017

„Związek do remontu”. Czyżby Romuald Pawlak uważał, że pisząc dla kobiet, nie warto się starać?


Dopóki mężczyzna jest kawalerem, może mówić, że nie chce potomstwa. Nikt go za to nie potępi – ale niech tylko się ożeni! Wtedy, o ile nie zmieni zdania, spotka się z wielką nietolerancją. Będzie musiał patrzeć na nieszczęśliwe miny żony i wysłuchiwać, jakim to jest egoistą i dziwakiem. Taką właśnie sytuację opisał Romuald Pawlak w „Związku do remontu”. Główny bohater, Rafał, uczciwie zastrzegł, że nie planuje zostać ojcem. Iśce to odpowiadało. Jednak po kilku latach małżeństwa zmieniła poglądy i zaczęła robić mężowi pranie mózgu. Z jej ust padają m.in. takie argumenty: „Tak to jest, Rafał, kobiety chcą mieć dzieci. Ty też chcesz, tylko się boisz”[1]. Kto postawi na swoim: on czy Iśka? 

Jeśli kiedykolwiek będę robić listę najgłupszych męskich bohaterów, Rafał zajmie na niej poczesne miejsce. Umiera na przykład ze strachu, że żona bez jego zgody zajdzie w ciążę, potajemnie liczy pigułki antykoncepcyjne – i nie wpada na pomysł, by użyć prezerwatywy! Innym razem, chcąc zapobiec budowie placu zabaw, prosi o wsparcie mafię. Nie umie przewidzieć, że trudno będzie zerwać z nią kontakty, a pomoc może drogo kosztować. Kolejna sprawa: raz jeden zawiódł jako mężczyzna. Żona umawia go na wizytę w poradni seksuologicznej i on, choć bardzo się wstydzi, pokornie idzie, marnując tylko czas lekarza.

Powieść urozmaicają „odkrywcze” spostrzeżenia o różnicach między płciami. Oto przykład:
„Większość kobiet chce wiedzieć, co porabiają ich mężczyźni. Nawet nie dlatego, że jakoś szczególnie się obawiają wpadnięcia ich osobistych małżonków w tarapaty. Nie, po prostu kobiety znacznie bardziej lubią coś wiedzieć niż mężczyźni.
Ale zdarzają się takie sytuacje, że mężczyzna nie powinien się zdradzać, z kim albo dokąd poszedł”[2]. 
Narratorem większości rozdziałów jest Rafał. Kiedy autor chce ukazać wydarzenia z punktu widzenia Iśki, przechodzi na narrację trzecioosobową. Niestety, ten trzecioosobowy narrator niekiedy przytacza myśli Rafała, co wygląda bardzo niechlujnie. A w jednym rozdziale[3] w pierwszym zdaniu użyto narracji pierwszoosobowej, w kolejnych – trzecioosobowej. Żenada! Już nie wspominam, że obaj narratorzy posługują się dokładnie takim samym językiem i określają żonę Rafała identycznym zdrobnieniem. Co do języka, jest on nudny, pozbawiony ciekawych sformułowań, najprostszy z możliwych. Na ogół poprawny, choć zdarzają się wpadki. Autor na przykład pisze: „Przez godzinę Agnieszka czekała na nią sama, z wychowawczynią próbującą zapełnić jej czas”[4] – a zdumiony czytelnik będzie się zastanawiał: to w końcu czekała sama czy w towarzystwie wychowawczyni?! 

Intryga jest kiepściutka, materiału starczyłoby zaledwie na opowiadanie, jednak Romuald Pawlak uparł się zrobić powieść. No cóż. W efekcie niemal nic się nie dzieje, kolejne sceny potwierdzają tylko to, co wiemy od początku – że jedno z małżonków pragnie powiększenia rodziny, a drugie nie. Poboczne wątki nie ratują sytuacji, bo są mało ciekawe i niewiarygodne. Nie chcę zbytnio spojlerować, wspomnę więc tylko o jednym. Otóż pod oknami mieszkania bohaterów rozciąga się dziki ogród. Prezes wspólnoty planuje zbudować tu plac zabaw, inni myślą o garażach – i nikt, zupełnie nikt nie sprawdza, do kogo należy działka i czy ten ktoś zgodzi się na sprzedaż. Żeby było jeszcze śmieszniej, właściciel nie wie, że jest właścicielem (autor nie raczy wyjaśnić, kto w takim razie płaci podatki od gruntu), a kiedy się dowiaduje... prosi obcą osobę, by przyjęła ziemię. Obdarowany i jego żona biorą kosztowny prezent z taką obojętnością, jakby dostali po lizaku.

Romuald Pawlak przynudza na tysiąc sposobów. Opisuje wszystko w powierzchowny sposób, nie dba o język i prawdopodobieństwo zdarzeń, nie potrafi ukazać ani głębi rozpaczy bezdzietnej kobiety, ani przemiany wewnętrznej mężczyzny. Czy uważa, że tworząc dla kobiet, nie warto się starać, czy może przyzwyczajony jest do pisania dla dzieci i dlatego nie umie dotrzeć do dorosłych czytelników? Za tą drugą wersją przemawia duża liczba scenek z kocurem i wprowadzenie wątku nawiedzonego laptopa. Myślę, że gdyby debiutant przyszedł z tak marnym utworem do wydawnictwa (normalnego, a nie vanity), zostałby odprawiony z kwitkiem. Dla autora z pokaźnym dorobkiem robi się w takiej sytuacji wyjątek. Znane nazwisko, a więc na pewno ktoś powieść kupi. Zawsze też znajdzie się bloger, który gniota pochwali i poleci innym. 

Moja ocena: 2/6.

---
[1] Romuald Pawlak, „Związek do remontu”, Nasza Księgarnia, 2011, s. 235. 
[2] Tamże, s. 164.
[3] Tamże, s. 119.
[4] Tamże, s. 119.

14 komentarzy:

  1. Ha, od pewnego czasu przez Twoje ręce przewija się całkiem sporo literackich potworków - zaczynam powoli odnosić wrażenie, że celowo wyszukujesz takie kwiatki, żebyśmy mogli potem wspólnie dziwować się grafomańskim zapędom różnych artystów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo chcę wiedzieć, co się u nas wydaje. W tym przypadku miałam pełne prawo spodziewać się w miarę dobrej książki, bo:

      a) wydało ją dobre wydawnictwo: Nasza Księgarnia,
      b) Romuald Pawlak jako jeden z nielicznych poskich autorów utrzymuje się z pisania,
      c) córkę mojej znajomej wraz z klasą zaprowadzono na spotkanie autorskie z nim.


      I jestem bardzo rozczarowana. Romuald Pawlak napisał książkę na kolanie. Nie postarał się. A co do literackich potworków, przewijają się one przez moje ręce, odkąd nauczyłam się czytać. Tyle że kiedyś nie odróżniałam potworków od dobrej literatury. Pamiętam, że jako kilkunastolatka z zachwytem czytałam powieści Danielle Steel, a Austen uważałam za grafomankę. Teraz się z tego śmieję. :)

      Usuń
  2. O rety, załamałam się, logika z tej powieści całkowicie zniknęła, aż się uśmiałam z cytatu numer 4 i historii z gruntem. Nie rozumiem, jak dobre wydawnictwo mogło wydać coś takiego - zrobili to pewnie tylko dlatego, że nazwisko autora jest znane, ale i tak ogromnie mnie to dziwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek z gruntem jest beznadziejny, a zachowanie prezesa wspólnoty mieszkaniowej, właściciela ziemi oraz obdarowanych – niewiarygodne. Romuald Pawlak jako autor powieści obyczajowych dla kobiet wypadł bardzo, bardzo słabo. Mam nadzieję, że jego książki dla dzieci i młodzieży są lepsze. :)

      Usuń
  3. O rany, prawdziwy niewypał wpadł w Twoje ręce, a szkoda, bo w tematyce książki tkwi spory potencjał. Aż z ciekawości zajrzę do książki, w bibliotece kwadrans jej poświęcę. ;)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat na książkę był ciekawy: konflikt pomiędzy żoną a mężem. Albo któraś ze stron zmieni zdanie, albo się rozstaną. Ale wykonanie pozostawia dużo do życzenia. Początek jest lepszy niż środek i zakończenie. Takie jest moje zdanie, oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać. :)

      Usuń
  4. O matko i córko! Już tytuł Twojego tekstu powinien dać mi do myślenia, ale - powiem szczerze - nie sądziłam, że aż tak się wkurzę. Cóż to za głębokie myśli w tej książce zostały przekazane. Kobiety chcą wiedzieć, gdzie są ich mężczyźni! I oczywiście muszą mieć dzieci (wiadomo, zapisane w genach). No postanowione, muszę przeczytać, bo bez tej lektury moje życie będzie puste i nic nieznaczące, jakbym spędzała je sama, z wychowawczynią :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny cytat z książki: „O kobiecie bez dziecka myśli się, że jest jakaś wybrakowana, niepełna, nie wiadomo właściwie jaka... za mało kobieca?” (s. 142). Tak, z tej powieści promieniuje przekonanie, że wszyscy bez względu na to, czy chcą, czy nie chcą, powinni się rozmnażać. Bohaterka myśli tylko o jednym (o zajściu w ciążę), nawet w pracy nie potrafi wysiedzieć i wciąż biegnie do przedszkola, gdzie miłe panie, rozumiejące jej tęsknotę za macierzyństwem, pozwalają jej wycierać noski cudzym dzieciom. W książce Romualda Pawlaka nawet lekarz seksuolog krzywo patrzy na mężczyznę, który nie chce być ojcem. :)

      Usuń
    2. No dobra, postanowione - muszę przeczytać tę książkę, skoro to taka kopalnia cytatów. Będę je przywoływać podczas każdej rozmowy, która choćby zahacza o temat feminizmu.
      Zastanawia mnie jednak skąd autor wziął pomysł na tak bzdurną kreację bohaterów. Czy obraca się wokół takich ludzi, czy właśnie w ten sposób wyobraża sobie kobiety i mężczyzn - opętanych tylko myślą o prokreacji.

      Usuń
    3. Wynotowałam sobie jeszcze taki cytat: „Kobiety już tak mają, że dla nich ich własne «nie wiem» może oznaczać zarówno «tak», jak i «nie», w zależności od dnia, humoru i sposobu interpretacji” (s. 118). :D

      To rzeczywiście ciekawe, skąd autor wziął pomysł na taką kreację bohaterów. Zastanawiające też, dlaczego mężczyzna tworzy czytadła dla pań. Może myślał, że trafi w gust kobiet? Nie udało się. Bohaterki to karykatury kobiet i raczej niewiele czytelniczek poczuje z nimi więź.

      Usuń
  5. Brr... Dziwna cała ta książka, te tabletki, mafia, wątek z właścicielem ziemi. Dzięki za ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka napisana jest bardzo nieporadnie. Myślałam nawet, że to self-publishing, ale nie, wydała ją Nasza Księgarnia. Postacie nieprzekonujące, ich reakcje nienaturalne, narracja niekonsekwentna, język pozostawiający wiele do życzenia, całość infantylna i ogłupiająca. Zaryzykuję twierdzenie, że Romuald Pawlak nie zabłyśnie jako autor czytadeł dla pań. Może powieści młodzieżowe lepiej mu się udają. Niebawem będę miała okazję do sprawdzenia tego, bo moje dziecię wypożyczyło ze szkolnej biblioteki „Dziewczynę z lustra”. :)

      Usuń
    2. Niedawno zakupiłam "Dziewczynę z lustra" do biblioteki. Jeszcze jej nie czytałam. Ktoś oddał i był tą lekturą dość rozczarowany. Z ciekawości też do niej zerknę.

      Usuń
    3. Wczoraj w autobusie przeczytałam kilkadziesiąt stron. I wiesz, że wydała mi się ciekawsza i lepiej napisana niż to nieszczęsne czytadło dla kobiet? Myślę, że tym razem autor dostanie wyższą ocenę. :)

      Usuń